Zachęcamy do przeczytania wspomnienia o śp. profesorze Stanisławie Krawczyńskim autorstwa dyrektora Polskiego Chóru Kameralnego, Jana Łukaszewskiego.
W sobotę 21 lutego 2026 roku przygotowywałem się do koncertu zatytułowanego Echo. Wspomnienie mistrzów. Właśnie wtedy dotarła do mnie smutna wiadomość o śmierci Stanisława Krawczyńskiego. Koncert, którym miałem dyrygować, poświęcony był wybitnym polskim kompozytorom, z którymi byłem w przyjaźni, a którzy w ostatnich latach odeszli. W drodze do gdańskiego Dworu Artusa postanowiłem jeden z wykonywanych utworów – wybrałem Lament Wojciecha Kilara – zadedykować pamięci Stanisława Krawczyńskiego. Stanisław był przecież mistrzem, i to mistrzem niezrównanym w swojej dziedzinie! Moi śpiewacy ze wzruszeniem i przejęciem wykonali tę dedykację. Licznie zgromadzona publiczność, poinformowana przez wygłaszającego słowo o programie, także z należną powagą wysłuchała tego dzieła – pełnego skupienia, a zarazem nadziei.
Po koncercie, gdy pierwsze emocje opadły, zacząłem rozmyślać o mojej przyjaźni z maestro Stanisławem. Pamiętam nasz pierwszy artystyczny kontakt — było to 14 września 2001 roku, z okazji jubileuszu 10-lecia internetu w Polsce. Sieć komputerowa NASK zorganizowała wówczas koncert internetowy na żywo z udziałem trzech zespołów: w Warszawie zaśpiewał AMFC Vocal Consort pod dyrekcją Ryszarda Zimaka, w Krakowie Cappella Cracoviensis kierowana przez Stanisława Krawczyńskiego, w Gdańsku natomiast Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis. Było to niezwykłe doświadczenie — zespoły, dyrygowane na przemian przez trzech dyrygentów, widziały się jedynie na monitorach, a słyszały niemal jednocześnie, z minimalnym tylko opóźnieniem. Wówczas właśnie, w ramach pierwszego na świecie koncertu „na odległość”, Stanisław Krawczyński po raz pierwszy zadyrygował moim chórem — choć dzieliły nas setki kilometrów.
W następnych latach, kiedy miałem możliwość współpracy z chórem Polskiego Radia w Krakowie, a następnie z chórem Filharmonii Krakowskiej, spotykaliśmy się częściej. Krawczyński bywał na wszystkich moich krakowskich koncertach, a Jego uwagi — zawsze celne — zapamiętałem na długie lata. Rozmawialiśmy jednak nie tylko o muzyce. Był także człowiekiem bardzo otwartym na świat; potrafił barwnie opowiadać o historii i zabytkach Krakowa, wplatając w swoje opowieści ciekawe historie i liczne anegdoty. Stanisław tryskał humorem, wiele jego dowcipów do dziś mam w pamięci.
Nasze przyjazne kontakty nie ograniczały się jedynie do Krakowa. Wielokrotnie zapraszałem mistrza Stanisława do Gdańska, aby przygotował i poprowadził koncerty. Jego praca z moim zespołem — Polskim Chórem Kameralnym Schola Cantorum Gedanensis — przynosiła nam zawsze wiele artystycznej satysfakcji, a gdańskiej publiczności efekt w postaci wspaniałych, gromko oklaskiwanych koncertów. Dyrygował zarówno muzyką dawną, jak i współczesną. Znakomicie prowadził wielkie formy, m.in. Niemieckie requiem Johannesa Brahmsa czy Stabat Mater Antonína Dvořáka.
Stanisław Krawczyński, profesor sztuk muzycznych i wieloletni rektor Akademii Muzycznej w Krakowie (dziś noszącej imię Krzysztofa Pendereckiego), wykształcił wielu znaczących dyrygentów. Nie posiadam wprawdzie wystarczających kompetencji, aby w pełni ocenić Jego działalność pedagogiczną i naukową, ale bazując na doświadczeniu prowadzonych przez niego prób i koncertów, jestem przekonany o jego niezwykłych osiągnięciach w tych dziedzinach. Każdy planowany utwór analizował dogłębnie — zarówno pod kątem treści tekstu słownego, jak i materiału nutowego. Niezwykłą wagę przykładał do poprawnej dykcji, także w wielu językach obcych. Dynamika, artykulacja i frazowanie zawsze wypływały u niego z tekstu, co pogłębiało u muzyków i słuchaczy zrozumienie intencji kompozytora. Jak mało kto był wrażliwy na barwę głosu.
Ale Stanisław Krawczyński to nie tylko znakomity dyrygent, profesor i pedagog — to także wszechstronny humanista, wrażliwy na los człowieka. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie spontanicznie włączył do programu koncertu utwór Mykoły Łysenki Boże welykyj jedyny. Tłumnie zgromadzona publiczność wysłuchała tej wzniosłej modlitwy w ciszy i na stojąco.
U progu nowego roku Stanisław, składając życzenia, pisał: „Niech modlitwa płynąca z serc naszych stanie się wołaniem o pomoc całemu umęczonemu światu. Niech będzie prośbą za tych, którzy są, i za tych, których już nie ma. Niech będzie szczerą rozmową z Nim, odpowiedzią na Jego miłość do nas: do ptaków, do drzew, wiatru, słońca, kropel deszczu — do całego świata”.
Odszedł od nas niezwykły Człowiek, wspaniały Artysta i mój wielki Przyjaciel. Będzie mi Go bardzo brakowało. Cześć Jego pamięci.
Jan Łukaszewski


